środa, 25 marca 2020

Walk This Ray – Way of Ray Donovan


"Ray Donovan" (2013-2020)
Źródło zdjęcia: https://images.app.goo.gl/MSZL8xpFVjDaJR6P9


Wyjście z więzienia po dwudziestu latach odsiadki dla zwyczajnego człowieka wydaje się być przejściem z jednego świata do drugiego – to obawa przed nową rzeczywistością i nieodwracalnymi zmianami. Akcja serialu „Ray Donovan” rozpoczyna się w momencie, gdy Mickey Donovan (Jon Voight), który do zwyczajnych ludzi zdecydowanie nie należy, wychodzi na wolność i pełen optymizmu próbuje odzyskać rodzinę: trzech synów (o czwartym potomku dopiero się dowiaduje), synową oraz wnuki, a także ukochaną kobietę – jak się szybko okazuje, nie jest to wcale proste.



Jednak to tytułowy Ray Donovan (Liev Schreiber) jest pierwszoplanową postacią. Pracuje głównie dla kancelarii prawniczej Goldman & Drexler, zajmując się zamiataniem pod dywan brudów gwiazd i gwiazdeczek Los Angeles. Zajęcie wprawdzie dość ryzykowne, zazwyczaj polegające na łamaniu prawa, stosowaniu szantażu czy dużej dawki przemocy, ale za to bardzo dobrze płatne. Poza tym Ray swoją pracę lubi, szanuje, skrupulatnie wykonuje i w przeciwieństwie do swojej żony Abby (Paula Malcomson), która nie znosi zawodu męża, ani myśli o odejściu. Prywatnie zmaga się z demonami przeszłości: tragiczną śmiercią siostry, beznadziejnym dzieciństwem zapewnionym przez ojca Mickeya – handlarza narkotyków, zaprzepaszczoną przez chorobę Parkinsona karierę bokserską brata Terry’ego (Eddie Marsan), a także pogłębiającym się alkoholizmem drugiego brata Bunchy’ego (Dash Mihok), który jako chłopiec był molestowany przez księdza. Ostatni z wymienionych wątków stanowi jedną z głównych linii fabularnych i towarzyszących rodzinie od lat problemów – dlatego niektórzy jej członkowie próbują wziąć sprawy w swoje ręce.



Podobnie jak Dr Hannibal Lecter w serialu „Hannibal”, główny bohater „Raya Donovana” też jest tajemniczy i niełatwo go rozgryźć. Nie da się go zakwalifikować do tych złych albo dobrych. Bo z jednej strony Ray jest głową rodziny, przykładnym mężem, dobrym ojcem, wspaniałomyślnym bratem – w każdej z tych ról sprawdza się doskonale. Z drugiej jednak to człowiek ulegający pokusom w postaci pięknych kobiet, które przyciąga do siebie niczym magnes. Co więcej, potrafi bez skrupułów zabić człowieka. Ta moralna dwuznaczność intryguje, a zarazem przeraża – tak naprawdę nie wiadomo, czego się po nim spodziewać. Bardzo przypomina Waltera z „Breaking Bad”. Obaj są zdolni do ostateczności, stawiają wszystko na jedną kartę i ryzykują życiem po to, by chronić bliskich. Priorytetem zarówno dla Waltera, jak i Raya jest zabezpieczenie finansowe rodziny w razie własnej śmierci, o którą codziennie się ocierają.



Pilotażowy odcinek „Raya Donovana” jest nieco mylący. Serial sprawia wrażenie schematycznej, powielającej znany temat produkcji stacji Showtime,. Widzimy faceta w garniturze od Armaniego z markowym zegarkiem na nadgarstku – taki nieśmiertelny i niepokonany przystojniak, jak Tom Cruise w „Mission Impossible” – który zdradza żonę z młodą, śliczną blondynką. Jednak wiarygodne postacie, autentyczna, choć niecodzienna fabuła, umiejętnie napisany scenariusz (każdy odcinek to trzyaktowa opowieść, będąca stresująco-relaksacyjną mieszanką napięcia i humoru) oraz fascynujące zakończenie sprawiają, że chce się obejrzeć kolejne odcinki.  Pomijając mały przestój w połowie pierwszego sezonu, akcja rozwija się stopniowo, a napięcie rośnie z każdą minutą. Wiele scen mrozi krew w żyłach. Nie da się przewidzieć, kto zginie ani co się za chwilę stanie – w tym serialu wszystko uderza niczym grom z jasnego nieba. Sam fakt, iż Ray jest gotów zabić własnego ojca byle tylko ten nie zbliżał się do jego bliskich wywołuje ciarki.



Pomysłodawczyni, scenarzystka pilotażowego odcinka, a także była producentka wykonawcza serialu Ann Biderman to sześćdziesięciokilkuletnia kreatywna twórczyni filmowa nagrodzona statuetką Emmy w 1994 roku za „Nowojorskich gliniarzy”. Stworzyła produkcję, która nie epatuje wulgarnością, krwistą przemocą ani seksem – zupełnie inaczej niż w zbudowanej głównie na tych elementach „Grze o tron” – chociaż amerykańskie przekleństwa padają z ust niemalże każdego bohatera właściwie w co trzecim zdaniu (czasem częściej). Wbrew pozorom wiązanka brzydkich słów nie żenuje, a w pewnym momencie odczuwa się nawet ich brak – dzięki nim serial jest oryginalny, wyjątkowy i naturalny. „Ray Donovan” wyróżnia się na tle innych produkcji i szalenie wciąga – w sezonie drugim jeszcze bardziej niż w pierwszym. O nudzie nie ma mowy. Dużą zaletą jest świadomość współczesności – wysoka technologia towarzyszy bohaterom na każdym kroku: iPhone’y, laptopy, nowoczesne zegarki itp. Szkoda, że serial w Polsce jest na razie mało popularny.


Autor: Patrycja Gniadzik
Tekst powstał: 11.09.2015 r.

Moja recenzja dostępna jest również na Filmwebie: kliknij tutaj.

wtorek, 24 marca 2020

Historia narodzin kina w pigułce

Siedzibą greckich bogów w starożytności (od ok. 4 tysiąclecia p.n.e. do 476 r. n.e.) był Olimp. Na czele boskiego rodu stał Zeus – kobieciarz, który wskutek swoich przygodnych miłostek doczekał się licznego potomstwa, m.in. dziewięciu córek, z tytanką Mnemosyne, które określa się jako Muzy. Każda z nich opiekowała się konkretną dziedziną sztuki: Kaliope – epiką, Klio – historią, Euterpe – liryką, Taleja – komedią, Melpomene – tragedią, Terpsychore – tańcem, Erato – poezją miłosną, Polihymia – poezją na cześć bogów, Urania – astronomią. Sióstr było dziewięć, aż do końca XIX wieku, kiedy to narodziła się X Muza.

Kinematograf [gr. 'kinematos' ('ruch') i 'gráphein' ('pisać')] to urządzenie służące zapisywaniu ruchu, czyli rejestrujące rzeczywistość, by następnie umożliwić jej odtworzenie w formie ruchomych obrazów – zawdzięczamy mu powstanie filmu (X Muzy). Jego prototyp w 1886 roku skonstruował niemiecki wynalazca, Ottomar Anschütz (w niektórych źródłach widnieje również nazwisko Polaka, Kazimierza Prószyńskiego, w innych Stanisława Jurkowskiego), jednak z racji, iż nie opatentował sprzętu, nie uznaje się go za prawnego twórcę. W 1892 roku Thomas Alva Edison wynalazł pierwszy na świecie kinematograf, zwany kinetoskopem – skrzynię z okularem umożliwiającą oglądanie ruchomych obrazów jednej osobie. Wreszcie, 28 grudnia 1895 roku w paryskim Salonie Indyjskim Grand Cafe, odbył się pierwszy publiczny, płatny pokaz filmowy zorganizowany przez prawowitych twórców kinematografu, którymi byli francuscy bracia August Lumiere i Louis Lumiere. Zaprezentowali m.in. „Wyjście robotników z fabryki” (1895) oraz „Wjazd pociągu na stację w La Ciotat” (1895) – ten drugi wzbudził przerażenie widzów, ponieważ na widok sunącej prosto na nich lokomotywy zaczęli uciekać w popłochu.  

Bracia Lumiere
Źródło zdjęcia: https://images.app.goo.gl/JphT7uREP7wJBvd29

Kinematograf
Źródło zdjęcia: https://images.app.goo.gl/A84XFfgDJU2hrBDX7

Początkowo na seanse filmowe nie przeznaczano specjalnych budynków (takich jak dzisiejsze kina). Pierwsze filmy* nie były zbyt długie, musiały trwać nie dłużej niż kilka minut, ponieważ stanowiły jedynie dodatek do jarmarcznych pokazów czy bulwarowych teatrzyków. Odgrywały rolę wizualnej atrakcji dla publiczności, jednak wtedy nie doceniano tej formy sztuki – pewnie dlatego, że była nowością, której potencjału nie potrafiono jeszcze wykorzystać. Nie trzeba było długo czekać na kolejny etap rozwoju kina, bowiem na przełomie XIX/XX w. zaczęły powstawać stałe kina. Wprawdzie wszystkie filmy były nieme, ale urozmaicano je muzyką (w dużych kinach wykonywała ją orkiestra, w małych albo jeden muzyk, albo odtwarzano ją z gramofonu), a także głosem komentatora. O ciszy nawet nie było mowy, a ówczesne pokazy były o wiele bardziej żywiołowe niż dzisiejsze.

Z czasem wydłużano czas trwania filmu, skupiano się na narracji oraz aktorach (wcześniej nie podawano nazwisk występujących). Komentatorzy odeszli w zapomnienie, ponieważ zaczęto dodawać napisy. Niepowtarzalność tamtych kin zniknęła bezpowrotnie, gdy na przełomie lat 20. i 30. XX w. wprowadzono dźwięk do filmu.

Źródło: https://images.app.goo.gl/4uz2PtYXZNWMAHHj6

Wjazd pociągu na stację w La Ciotat” (1895) bracia Lumiere
Źródło: https://images.app.goo.gl/TaZywyUguaVURWpq5

Chociaż powszechnie uważa się, że efekty specjalne są wytworem najnowszych czasów, w rzeczywistości powstawały one równo z narodzinami kina. Twórcy pragnęli ukazywać to, czego nie dało się zwyczajnie zarejestrować. Efekty specjalne w XIX wieku zupełnie przypadkiem wymyślił Georges Melies. Kiedy filmował ruchliwe skrzyżowanie, nagle zacięła się kamera, a po wywołaniu materiału okazało się, że tramwaj w magiczny sposób zamienia się w karawan. Ten rodzaj efektu określa się jako efekt optyczny. Istnieją jeszcze dwa inne rodzaje, czyli efekty mechaniczne (sztucznie wywoływane pożary, wybuchy, burze), a także efekty cyfrowe (tworzone komputerowo).

Cezurą czasową dla filmowego świata były lata 20. XX wieku. Przede wszystkim najpierw powstało klasyczne kino hollywoodzkie, które wprowadziło montaż narracyjny. Wzorowało się na sztuce klasycznej, czyli harmonii formy, wiernym odwzorowaniu rzeczywistości oraz oddziaływaniu na emocje widza. Na montażu narracyjnym opiera się większość dzisiejszych filmów, a najważniejszym jego elementem jest spójność czasu i przestrzeni, budowanie sceny w taki sposób, by z szeregu istotnych dla akcji fragmentów zbudować całość. Przykładami typowego hollywoodzkiego stylu są „Mały Cezar” (1930), „Szkarłatna ulica” (1945) czy „Jego dziewczyna” (1940).

Tymczasem daleko za oceanem, na zupełnie innym kontynencie, rodziło się kino radzieckie oraz montaż intelektualny, którego twórcami byli m.in. Lew Kuleszow i Siergiej Eisenstein. W ich filmach sąsiadujące ze sobą ujęcia nie musiały być zgodne czasowo i przestrzennie, ponieważ chodziło o wywołanie u widza różnych skojarzeń, które ten musiał ze sobą powiązać, żeby zrozumieć sens oraz ich znaczenie w filmie. Przypominały pewnego rodzaju symbole, z pozoru nie pasujące do akcji lub bohatera, zaś w rzeczywistości ściśle do nich nawiązujące.

"Pies andaluzyjski" (1929)  Luis Buñuel, Salvador Dalí
Źródło: https://images.app.goo.gl/Zx87Urqw3p6M5ksJ6


Bez wątpienia kolebką filmu jest Europa. We Francji odbył się pierwszy filmowy pokaz, w Rosji filmowcy zajmowali się nie tylko realizowaniem własnych pomysłów i nowatorskich rozwiązań, takich jak „Pancernik Potiomkin” (1925) Siergieja Eisensteina, ale również  teorią filmu oraz jego analizą. W tym samym czasie Salvador Dali – malarz, będący jednym z największych skandalistów XX wieku – wraz z hiszpańskim reżyserem, Luisem Bunuelem, nagrali wzbudzające kontrowersję filmy, pt. „Pies andaluzyjski” (1929) oraz „Złoty wiek” (1930), które mimo upływu lat wciąż szokują. Między innymi dzięki tym artystom istnieje X Muza, która – chociaż dziś może wydawać się, że osiągnęła już szczyt swoich możliwości – ma przed sobą wielką przyszłość.


*Na przełomie XIX/XX w. filmy kręcono tylko w plenerze. Chodziło o pełne światło słoneczne, gdyż taśma filmowa była mało czuła, a reflektory słabe.

Autorka tekstu: Patrycja Gniadzik
Tekst powstał: 11.02.2015 r. 

Literatura:
  1. Aumont Jacques, Marie Michel: Analiza filmu. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2013.
  2. Majchrowicz Zbigniew, Mrowcewicz Krzysztof, Sitarski Piotr, Szwarcman Dorota: Człowiek – Twórca Kultury. Warszawa: Wydawnictwo Piotra Marciszuka STENTOR, 2003.
  3. Matoszko-Czwalińska Jadwiga: Epoki literackie, leksykon szkolny. Warszawa: Przedsiębiorstwo Wydawniczo-Handlowe ARTI, 2013.