![]() |
| "Ray Donovan" (2013-2020) Źródło zdjęcia: https://images.app.goo.gl/MSZL8xpFVjDaJR6P9 |
Wyjście z więzienia po
dwudziestu latach odsiadki dla zwyczajnego człowieka wydaje się być przejściem
z jednego świata do drugiego – to obawa przed nową rzeczywistością i nieodwracalnymi zmianami. Akcja serialu „Ray Donovan” rozpoczyna się w
momencie, gdy Mickey Donovan (Jon Voight), który do zwyczajnych ludzi zdecydowanie nie
należy, wychodzi na wolność i pełen optymizmu próbuje odzyskać rodzinę: trzech
synów (o czwartym potomku dopiero się dowiaduje), synową oraz wnuki, a także ukochaną
kobietę – jak się szybko okazuje, nie jest to wcale proste.
Jednak to tytułowy Ray
Donovan (Liev Schreiber) jest pierwszoplanową postacią. Pracuje głównie dla
kancelarii prawniczej Goldman & Drexler, zajmując się zamiataniem pod dywan
brudów gwiazd i gwiazdeczek Los Angeles. Zajęcie wprawdzie dość ryzykowne,
zazwyczaj polegające na łamaniu prawa, stosowaniu szantażu czy dużej dawki
przemocy, ale za to bardzo dobrze płatne. Poza tym Ray swoją pracę lubi,
szanuje, skrupulatnie wykonuje i w przeciwieństwie do swojej żony Abby (Paula Malcomson), która nie znosi zawodu męża, ani myśli o odejściu. Prywatnie
zmaga się z demonami przeszłości: tragiczną śmiercią siostry, beznadziejnym
dzieciństwem zapewnionym przez ojca Mickeya – handlarza narkotyków,
zaprzepaszczoną przez chorobę Parkinsona karierę bokserską brata Terry’ego
(Eddie Marsan), a także pogłębiającym się alkoholizmem drugiego brata
Bunchy’ego (Dash Mihok), który jako chłopiec był molestowany przez
księdza. Ostatni z wymienionych wątków stanowi jedną z głównych linii
fabularnych i towarzyszących rodzinie od lat problemów – dlatego niektórzy jej członkowie
próbują wziąć sprawy w swoje ręce.
Podobnie jak Dr Hannibal
Lecter w serialu „Hannibal”, główny bohater
„Raya Donovana” też jest tajemniczy i niełatwo go rozgryźć. Nie da się go
zakwalifikować do tych złych albo dobrych. Bo z jednej strony Ray jest głową
rodziny, przykładnym mężem, dobrym ojcem, wspaniałomyślnym bratem – w każdej z
tych ról sprawdza się doskonale. Z drugiej jednak to człowiek ulegający pokusom
w postaci pięknych kobiet, które przyciąga do siebie niczym magnes. Co więcej, potrafi bez skrupułów zabić człowieka. Ta moralna
dwuznaczność intryguje, a zarazem przeraża – tak naprawdę nie wiadomo, czego
się po nim spodziewać. Bardzo przypomina Waltera z „Breaking Bad”. Obaj są
zdolni do ostateczności, stawiają wszystko na jedną kartę i ryzykują życiem po to, by
chronić bliskich. Priorytetem zarówno dla Waltera, jak i Raya jest
zabezpieczenie finansowe rodziny w razie własnej śmierci, o którą codziennie
się ocierają.
Pilotażowy odcinek „Raya
Donovana” jest nieco mylący. Serial sprawia wrażenie schematycznej,
powielającej znany temat produkcji stacji Showtime,. Widzimy
faceta w garniturze od Armaniego z markowym zegarkiem na nadgarstku – taki
nieśmiertelny i niepokonany przystojniak, jak Tom Cruise w „Mission Impossible” – który
zdradza żonę z młodą, śliczną blondynką. Jednak wiarygodne postacie, autentyczna, choć
niecodzienna fabuła, umiejętnie napisany scenariusz (każdy odcinek to
trzyaktowa opowieść, będąca stresująco-relaksacyjną mieszanką napięcia i humoru)
oraz fascynujące zakończenie sprawiają, że chce się obejrzeć kolejne odcinki. Pomijając mały przestój w połowie pierwszego
sezonu, akcja rozwija się stopniowo, a napięcie rośnie z każdą minutą. Wiele
scen mrozi krew w żyłach. Nie da się przewidzieć, kto zginie ani co się za
chwilę stanie – w tym serialu wszystko uderza niczym grom z jasnego nieba. Sam
fakt, iż Ray jest gotów zabić własnego ojca byle tylko ten nie zbliżał się do
jego bliskich wywołuje ciarki.
Pomysłodawczyni,
scenarzystka pilotażowego odcinka, a także była producentka wykonawcza serialu
Ann Biderman to sześćdziesięciokilkuletnia kreatywna twórczyni filmowa
nagrodzona statuetką Emmy w 1994 roku za „Nowojorskich gliniarzy”. Stworzyła
produkcję, która nie epatuje wulgarnością, krwistą przemocą ani seksem –
zupełnie inaczej niż w zbudowanej głównie na tych elementach „Grze o tron” – chociaż
amerykańskie przekleństwa padają z ust niemalże każdego bohatera właściwie w co
trzecim zdaniu (czasem częściej). Wbrew pozorom wiązanka brzydkich słów nie
żenuje, a w pewnym momencie odczuwa się nawet ich brak – dzięki nim serial jest
oryginalny, wyjątkowy i naturalny. „Ray Donovan” wyróżnia się na tle innych produkcji i szalenie wciąga – w
sezonie drugim jeszcze bardziej niż w pierwszym. O nudzie nie ma mowy. Dużą
zaletą jest świadomość współczesności – wysoka technologia towarzyszy bohaterom
na każdym kroku: iPhone’y, laptopy, nowoczesne zegarki itp. Szkoda, że serial w
Polsce jest na razie mało popularny.
Autor: Patrycja Gniadzik
Tekst powstał: 11.09.2015 r.
Tekst powstał: 11.09.2015 r.
Moja recenzja dostępna jest również na Filmwebie: kliknij tutaj.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz